Rodzicem się jest a nie bywa


Warning: Use of undefined constant user_level - assumed 'user_level' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /wp-content/plugins/ultimate-google-analytics/ultimate_ga.php on line 524

Dzieci to w życiu rodziców najczęściej źródło największej miłości, szczęścia i radości. Ale  rodzicielstwo to nie tylko piękne chwile. To też całe gros trudnych emocji i codzienne wyzwania związane z wychowaniem. Bycie rodzicem to nieustający proces. Tym bardziej, że rodzicem się jest a nie bywa. O rodzinnych relacjach rozmawiamy z Coachem Dobrych Relacji Małgorzatą Gumowską, która od jesieni prowadzi w Hotelu BoniFaCio serię spotkań dla rodziców.

 

W listopadzie w naszym Hotelu BoniFaCio ruszyła prowadzona przez Panią Akademia Rodzica. Skąd pomysł?

Bywałam w hotelu właściwie od początku jego powstania, jako gość. W pewnym momencie poczułam, że właśnie tutaj, w tej przestrzeni, chciałabym dzielić się moją wiedzą pedagogiczną, spotykać i rozmawiać z innymi rodzicami, wymieniać doświadczeniami rodzicielstwa. Dzięki otwartości hotelu na takie tematy projekt ruszył.

Z perspektywy coacha, nauczyciela, ale i bycia mamą dwóch dorosłych już córek wiedziałam, że bycie rodzicem bywa trudne. Z doświadczenia pracy z dziećmi i to na wszystkich etapach ich rozwoju, wiedziałam natomiast, że bycie dzieckiem również bywa trudne. Dysponując określoną wiedzą psychologiczno-pedagogiczną łatwiej mi spoglądać i wypowiadać się na temat różnych zachowań rodzicielskich, ale uprzedzam – otwarta dla każdego Akademia Rodzica to nie jest typowy warsztat, czy jakaś psychologiczna terapia. Hotel to miejsce odpoczynku, dlatego akademia to rodzaj luźnego spotkania, na którym dzielimy się doświadczeniami. Chcę wspierać rodziców w codziennych problemach, zarówno z perspektywy coacha, jak i po prostu człowieka.

 

Pierwsze spotkanie było o emocjach – jak radzić sobie z emocjami dziecka, z jego złością, lękiem, agresją, jak zachować spokój w trudnych sytuacjach. Czemu emocje poszły „na pierwszy ogień”?

Bo emocje pojawiają się wraz z narodzinami dziecka i towarzyszą nam właściwie do końca życia. Rodzicem się jest a nie bywa. Wraz z pojawieniem się dziecka dostajemy pewną niezbywalną rolę.

A wraz z nią przychodzą emocje, nierzadko trudne. Zaopiekowanie się nimi jest pierwszym krokiem, by poprawić jakość naszych rodzinnych relacji. Mówię tu o wszystkich emocjach, bo żadna pojawiająca się emocja nie jest niczym złym, są one po prostu wyrazem naszych potrzeb. I warto się w te potrzeby zanurzyć.

 

Na drugim spotkaniu poruszyliście temat konsekwencji: jak ją rozumieć i czy jest dziecku potrzebna, co to znaczy być konsekwentnym rodzicem i dlaczego warto nim być.

To był kolejny istotny i tak codzienny temat, tym bardziej, że bycie konsekwentnym w wydaniu rodziców bywa trudne. Szczególnie, gdy konsekwencja pojmowana jest jako skutek wobec czegoś, wobec na przykład jakiegoś zachowania dziecka. A konsekwencję lepiej pojmować, jako zbiór konsekwentnych działań. U podstaw konsekwencji muszą być wartości, na bazie których rodzice ustalają zasady, z myślą o swoich dzieciach. To niezwykle ważne, bo konsekwencja pozwala czuć się dziecku bezpiecznie.

 

Jak to? Konsekwencja kojarzy się raczej z twardą ręką, czyli czymś dla dziecka nieprzyjemnym.

Posłużę się metaforą. Prawo drogowe, a dalej znaki drogowe pozwalają kierowcom bezpiecznie poruszać się po mieście. Dzięki drogowskazom wiemy, jak radzić sobie w danej sytuacji. Bez nich panowałby chaos. Podobnie jest w rodzinie. Odstępując od konsekwentnych zachowań rodzice często chcą dobrze, chcą wyjść z trudnej w danym momencie sytuacji, a w praktyce pozbawiają dziecka poczucia bezpieczeństwa. Bycie konsekwentnym pozwala też spokojniej podejść do emocji.

 

Przy okazji konsekwencji pojawia się automatycznie wątek kar i nagród…

Dokładnie. Sporo dyskutowaliśmy o tym, czym jest kara, co można nazwać karą i czy warto karać dziecko. Ja stoję na stanowisku, że zarówno kara, jak i nagroda nie służą wychowaniu. Szczególnie źle działają w sytuacji, gdy maluch przeżywa daną emocję, a jest za nią karany. Jestem przeciwnikiem kar, ale zwolennikiem konsekwencji. Podobnie nagród, bo co innego nagroda za zwycięstwo w zawodach sportowych, a co innego nagroda za dane zachowanie. Nie popieram tego drugiego rodzaju stymulacji. Kara i nagroda to wymuszanie na dziecku pożądanego przez nas zachowania lub zachęcanie do bezrefleksyjnego unikania jakiegoś działania.

 

Czyli nie będzie „godziny gry na smartfonie, w zamian za bycie grzecznym na zajęciach narciarskich”?

Ani 10 złotych za uzyskaną w szkole piątkę. Wiem, że taki system nagród się zdarza, ale według mnie nie powinien. Przede wszystkim zasady należy z dziećmi ustalać zanim się coś wydarzy.

Skoro wyjeżdżamy w ferie na narty to ustalmy zasady przed wyjazdem. Nawet małe dzieci zrozumieją – rodzice doskonale potrafią mówić językiem swoich dzieci. Ustalmy, że rano będziemy szli na narty. Dajmy jasny przekaz – że każdego dnia rano będziemy szli na narty. Że przez kilka godzin będziesz z innymi dziećmi, pod skrzydłami pana instruktora. A później będziesz mógł mi wszystko opowiedzieć tak długo, jak tylko będziesz chciał. I sprawdźmy, czy dziecko to akceptuje. Bo być może okaże się na tym etapie, że taki wyjazd to potrzeba rodziców a nie dzieci. Że one nie są na to gotowe.

 

Zasady ustalone, wyjeżdżamy z dziećmi na ferie, maluchowi na zajęciach się podoba, ale kolejnego dnia kryzys i… klops. Płacz, krzyk, dziecko nie chce iść do grupy, chce zostać z rodzicami. Jak reagować?

Trudno dać w wywiadzie gotowe rozwiązanie, bo to zależy… Nie ma gotowych recept. Mogę tutaj jedynie pokazać ogólny punkt widzenia, biorący się z doświadczenia, ale każda taka sytuacja jest indywidualną kwestią.

Uogólniając zatem – warto w takiej sytuacji przypomnieć dziecku, że „umawialiśmy się na..”. Aby uzyskać szybki efekt rodzice bywają skłonni obiecać nagrodę – w tym wypadku za wyjście na narty. Ja bym jednak proponowała bardziej czasochłonne i pewnie trudniejsze działanie. Warto się dowiedzieć, z jakiego powodu nasza pociecha nie chce iść. Zapytać: jakie są zatem Twoje potrzeby? Co takiego się stało, że mimo naszej umowy nie chcesz iść na narty? Zapytaj swoje dziecko, rozmawiaj z nim, zainteresuj się jego potrzebami, nie wywierając presji. Niech się lekcja nawet zacznie – trudno, stracicie kilka minut. Czas wakacji to też czas bycia razem.

 

Warto spojrzeć na świat oczami dziecka. Lub porównać tę sytuację do swojego życia, na przykład zawodowego. Gdy idziesz z jakimś problemem do szefa, powiedzmy, że nie chcesz z jakiś powodów robić dziś danego projektu. A w odpowiedzi usłyszysz: Masz zrobić i koniec kropka. Szybko idź, zaczynaj pracę, bo albo będzie kara albo nagroda. Pospiesz się, termin nas goni”. Jakbyś się czuł? Zrozumiany? Wysłuchany?

Żadna nagroda w postaci zabawki nie da dziecku tyle, ile czas z rodzicami. Szczególnie, że w takich chwilach budujemy relacje na całe życie. Dziecko wie, że w trudnych momentach – gdy ma kłopot, gdy nie radzi sobie ze swoimi emocjami – może przyjść do rodzica i zostanie wysłuchane.

Natomiast nasze działanie, które wywoła u dziecka określone zachowanie „tu i teraz”, często w przyszłości przyniesie nam jeszcze większy kłopot.

 

Zbyt szybko dajemy dzieciom to, co je na chwilę zajmie?

Działając doraźnie nie myślimy o przyszłych skutkach. W przyszłości to my – rodzice – za takie rozwiązania „zapłacimy”. Część odbije się czkawką. Jeśli chcąc, by dziecko spokojnie siedziało przy stole podczas posiłku dajemy mu smartfona, aby wlepiło oczy w ekran i przestało się wiercić czy wchodzić pod stół, to za kilka lat nie zdziwmy się, gdy dziecko nie będzie potrafiło rozmawiać przy stole, czy zareaguje agresją na brak smartfona przy talerzu.

 

Na kolejnym spotkaniu, które będzie dotyczyło samodzielności od razu pada hasło, że porozmawiamy o tym, jak rodzice mają radzić sobie z własnymi lękami. U źródeł braku samodzielności dzieci leży strach rodziców?

Bardzo często. Choć oczywiście na samodzielność dziecka – czy to małego, czy nawet dorosłego – ma wpływ zachowanie rodziców, czasem wtrącających się teściów itd. Często jednak u podstaw braku samodzielności dzieci leży strach rodziców.

 

Wielu rodziców pojedzie w tym roku z dziećmi pierwszy raz na rodzinne ferie narciarskie. Nie łatwo nie bać się, jak dziecko sobie poradzi…

Ale najpierw to rodzic musi mieć w sobie pewność, że oddaje pociechę w ręce fachowców, a tak w przypadku instruktorów BFC, z pewnością jest. Więc musi sam pokonać obawy, musi potrafić zostawić dziecko na kilka godzin.

 

Nie można stać z boku stoku i obserwować zajęcia?

Można, tylko po co? Przypomina mi się fragment „Ferdydurke”, w którym uczniowie chodzą po boisku podglądani przez swoje matki zza płotu, niepozwalające im dojrzeć. Pamiętajmy, że dzieci wychowuje się ku dorosłości, a nie na „tu i teraz”.

 

Czy warto interesować się tematem coachingu, gdy nie czujemy, że mamy w relacjach z dziećmi jakieś problemy?

I to mnie niepokoi! Bo z psychiką jest tak samo, jak ze stanem naszego organizmu. Nawet, jak nie czujemy się chorzy raz na jakiś czas robimy profilaktyczne badania. W przypadku relacji rodzinnych też warto raz na jakiś czas sprawdzić, przegadać, czy jest OK, wyznaczyć sobie kierunek na kolejne lata. To nie znaczy przyjść do coacha i zapisać się na terapię. Bo to nie jest żadne leczenie. Coaching to rodzaj działania, które ma ulepszyć nasze życie, nasze relacje z innymi. Nie znaczy to też, że to co, robiliśmy sami – intuicyjnie jest złe. Wychowanie dziecka to nieustanny proces, nad którym zawsze warto pracować.

A często przecież bywa tak, że rodzic przychodzi z problem rodzicielskim, a na spotkaniach okazuje się, że źródłem problemów z dzieckiem są relacje między rodzicami. Dlatego rekomenduję spotkania dla par, które zarówno służą relacji z dzieckiem, jak i samemu związkowi. Ale to już inny temat…

 

Rozmawiała: Anna Kalinowska

 

 

Małgorzata Gumowska – coach i mentor, doradca rozwoju osobistego w procesach zmiany. W swojej  działalności koncentruje się na procesach komunikacyjnych jako fundamentach zarządzania oraz dobrych relacji. Wdraża kompetencje komunikacyjne, które podnoszą efektywność działania zarówno w życiu zawodowym jak i osobistym. Prowadzi coaching indywidualny i grupowy oraz dla par i rodziców.   Rodziców wspiera w ich relacjach z dziećmi nie tylko w wymiarze indywidualnym, prowadzi też warsztaty dla rodziców. Małgosia pracuje także dla firm, oferując wsparcie w opracowywaniu ii wdrażaniu strategii komunikacyjnych podnoszących efektywność pracy liderów oraz zespołów. Pracuje głównie w Toruniu i Warszawie. Oferuje również coaching on line.
Więcej na www.malgorzatagumowska.pl